Przekleństwo kontuzji

Ledwo założyłam bloga o bieganiu, kontuzja kolana wykluczyła mnie z biegania na ponad miesiąc. Żeby było śmieszniej, w tym czasie miałam pobiec mój pierwszy półmaraton. Posłuchajcie.

Kiedy postanowiłam przebiec swój pierwszy półmaraton, szybko znalazłam sensowny plan treningowy i datę biegu taką, żebym miała te 15 tygodni na przygotowanie. Wiecie, wcześniej moim limitem było 12 km w nieco ponad godzinę, a ja musiałam mieć wszystko na tip top, łącznie z dietą. Tylko że ja inżynierem jestem.

W sierpniu byłam na długich wakacjach, w miejscu, gdzie w ciągu dnia było za gorąco na bieganie przez godzinę, a słońce zachodziło i wschodziło w dwie minuty. Kiedy go nie było, robiło się chłodno. I zupełnie ciemno. Jedynym dobrym czasem na bieganie było tuż przed wschodem słońca, a ja byłam na wakacjach, więc to mi się nie dodawało. Zresztą biegać na czczo mogę pół godziny, potem momentalnie słabnę, więc tyle biegałam. Co drugi dzień. Czasem rzadziej, bo to all inclusive było, bar za darmo, sami rozumiecie.

001
Zawsze marzyłam o bieganiu w takim miejscu. To poleciałam i pobiegałam.

I po tych dwóch tygodniach poza planem, po powrocie musiałam do niego wrócić. Przecież to plan, a ja, przypominam, jestem ścisłakiem. No więc co, od razu jazda, bo w planie interwały! Dałam sobie margines błędu, pobiec 5 zamiast 8 (bo ostatnio biegałam po 5) , ale czułam się super, więc pobiegłam 8. Czas szybkiego biegu też mi się wydłużył z 20 na 30 sekund. I żeby było jeszcze śmieszniej, zamiast na 85% biegałam chyba na 110. No bo przecież czułam się tak wyśmienicie. Ta…

Rano obudziłam się z kontuzją stopy. Bieganie odpuściłam, ale dwa dni później zwiedzałam już Pragę. Spacerując po 15-20 km dziennie. Brawo ja. Ale czekajcie na wisienkę. Wróciłam z tej Pragi i po prawie tygodniu bez biegania, poszłam na długie wybieganie na planowe 75 minut. Po jakichś 10ciu, stojąc na światłach, poczułam ból w kolanie, ale stwierdziłam, że nie jestem leszczem i biegnę dalej. Dzielnie biegałam prawie godzinę i stanęłam znów na światłach, już wracając do domu. Kiedy zaświeciło się zielone zaczęłam kuśtykać do domu. Dwa kilometry. Jedynym czego wtedy chciałam, było to, żeby mój mąż wyszedł po mnie z butelką wody. No ale mówiłam już, że leszczem nie jestem i poczucie urażonej dumy niosło mnie przed siebie. Nie zadzwoniłam do niego.

A potem już możecie się domyślić co się działo. Mąż, o.m.c. lekarz, chyba w ramach kary, zamiast przetestować na mnie te wszystkie odruchy młoteczkiem i smyraniem piórkiem po stopie, wyciągnął tom Anatomii Bochenka i kilka książek do ortopedii i powiedział, żebym sobie sama znalazła co mi jest. I nie znalazłam. Uratowały mnie dopiero książki i artykuły o bieganiu. Postawiłam sobie diagnozę: syndrom pasma biodrowo-poszczelowego i dzielnie stosowałam się do zaleceń. Więc mi się polepszyło. No to po niecałych dwóch tygodniach poszłam sobie na marszobieg, ale na maszerowaniu się skończyło, podobnie dwa dni później. Dopiero w kolejnym tygodniu zdecydowałam się na bieg przeplatany marszem. Było nieźle, była nadzieja na ten półmaraton. Do czasu…

004

Do czasu, kiedy dwa dni temu poszłam biegać. Znów z myśleniem – co, ja nie dam rady? No i dałam. Tylko wieczorem średnio już mogłam chodzić.

Dzisiaj mój start w półmaratonie wisi pod znakiem zapytania. Nie myślę już nawet o przebiegnięciu tej trasy z byle jakim czasem. Boję się, że nie dam rady jej nawet przemaszerować. Powinnam być unieruchomiona na jakieś cztery-sześć tygodni, głównie po to, żeby mieć nauczkę. Za cztery jest start.

002
Bieganie w lesie jest ok, dopóki nie wiesz, że gdzieś w krzakach mieszkają dziki.

To była historia o tym, jak własną głupotą można położyć wszystko, na co się bardzo ciężko i bardzo długo pracowało. Nie róbcie tak – bez względu na dziedzinę. Ja już tak nie będę, grzecznie posiedzę teraz w domku, a za rok to przebiegnie maraton. Zobaczycie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s