X Bieg do Gorących Źródeł – Uniejów 2016 – jak było?

Po dobrym wrażeniu, jakie wywarł na nas zeszłoroczny bieg w Uniejowie, wiedzieliśmy, że musimy pobiec znowu. Był pot, były łzy, było bolące kolano i przekraczanie granic. I o to chodzi!

Kiedy rano spojrzeliśmy na termometr, trochę nie wierzyliśmy własnym oczom. Patrzyliśmy na jakieś nędzne trzy stopnie, wiatr i mżawkę. Zapowiadało się świetnie. Zdecydowałam się nawet na koszulkę pod bluzą, ale zostawiłam krótkie legginsy. Na polarki przyjdzie czas. Za to B. nadal czuje lato, bo nic go jeszcze nie zmusiło do zamiany krótkich spodenek i cienkiej koszulki na te bardziej jesienne warianty.

Dziesiąta edycja zgromadziła ponad 1000 osób (to o 300 więcej niż ostatnio!), a tempo od początku było porządne. Zakładałam lekką przebieżkę, bo za tydzień półmaraton, w tempie 6:30 min/km, ale tłum porwał i… po pierwszym kilometrze usłyszałam w słuchawkach 5:24. Kosmos! Trzeba było zwolnić i oszczędzać nogę.

Temperatura dawała o sobie znać (odkryłam po co biegaczowi rękawiczki, jutro idę po zakupy), wiatr szczypał w oczy, ale rozentuzjazmowany tłum biegaczy napierał i pchał mnie do przodu. Atmosfera była naprawdę genialna. Na mijankach ludzie przybijali sobie piątki, co chwila słychać było „dawaj!, dasz radę!” – i chociaż wiedziałam, że to nie do mnie tak krzyczą, to nogi jakoś same szybciej mnie niosły, a kolano przestawało boleć.

Trochę mnie zasmuciły te 42 minuty na 7 kilometrze. Pomyślałam sobie, że zostało mi tylko trochę ponad 15 minut, żeby zmieścić się w godzinie i że nie dam już rady. Trudno. A to przecież było całe 18! Śmiesznie, jak zmęczona głowa odmawia posłuszeństwa. Stąd 47 minut na ósmym odpaliło ukryty motorek, a widok mety jakieś zapomniane pokłady energii, za które wiedziałam, że zapłacę bólem. Przekroczyłam metę z czasem 58:42 i 42-gim miejscem w kategorii K20. Dla mnie ogromny sukces. Bo pomyślałam sobie „hej, mała, te nogi przebiegną półmaraton. Przebiegną!”. Do tej pory zmieszczenie się w limicie było moim celem, teraz – myślę, że początkowy plan – 2h 15min jest całkiem realny.

Ale największe brawa należą się B. Wrócił do biegania pod koniec wakacji, bo rok małżeństwa i lenistwa za bardzo mu chyba posłużył ;), a jego forma rośnie jak na drożdżach. Zrobił tę dyszkę w nieco ponad 52 minuty, zbliżając się do swojego rekordu. Jestem z tego strasznie dumna, bo wiem, ile pracy nas oboje to kosztowało.

Ale teraz myśli skupiam już tylko na sprawdzianie życia. Jeny, ja nigdy jeszcze nie przebiegłam więcej niż 12 kilometrów!

Reklamy

2 thoughts on “X Bieg do Gorących Źródeł – Uniejów 2016 – jak było?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s