Czy warto było pobiec w półmaratonie? – III Półmaraton Gliwicki

Kiedy zapisywałam się na półmaraton kilka miesięcy temu, nie wiedziałam jeszcze, że moje życie potoczy się tak, że start stanie pod znakiem zapytania. Seria niefortunnych zdarzeń sprawiła, że nad moim pojawieniem się na linii startu zawisły czarne chmury, ale…

… udało się! Wystartowałam i dobiegłam. I to w założonym na samym początku czasie. A to oznacza, że w tym małym ciałku drzemie wielka siła. I już nikt nie powie mi, że w czymś nie dam rady. Bo wiem, że skoro zaraz po kontuzji kolana przebiegłam pierwszy raz w życiu ponad 20 kilometrów – to dam radę i z innymi sprawami 🙂

img_20161022_215230

Na linii startu ustawiłam się z zającami biegnącymi na 2h 40min – rozgadanym małżeństwem, rodzicami trzymiesięcznego szkraba. Wiedziałam, że mam oszczędzać siły, ale mimo wszystko postanowiłam przyspieszyć. Przez kilka pierwszych kilometrów zdążyłam dogonić szybsze zające – te biegnące na 2:20. I obok nich – prawie 300 Spartan (dobra, było ich ze 20), biegnących w mundurach dla niepełnosprawnej Ani. Tworzyli tak niesamowitą atmosferę, że biegłam z nimi dobrych kilka kilometrów.

14706947_1829653227318505_9080409243534117841_o

Pierwszej dychy w ogóle nie poczułam – ani w głowie, ani w nogach, ani w plecach. Nawet nie wiem, kiedy minęła, a biegłam tylko trochę wolniej niż w Uniejowie tydzień wcześniej. Do tego było cieplej, a ja byłam tak samo ubrana. Ciekawie zaczęło dziać się po 12. kilometrze – kiedy na punkcie z wodą wyprzedziłam Spartan i postanowiłam biec dalej. Rozmawiałam jeszcze przez chwilę z kilkoma osobami, dzięki czemu mniej więcej na 14. km uwierzyłam, że mogę zmieścić się w 2h 15 minutach. Zjadłam ostatnią żelkę i nie wiem, czy od tego momentu bardziej niosły mnie nogi – z przyzwyczajenia, że się ruszają – czy bardziej głowa – bo teraz już nie mogłam odpuścić.

Ostatnie 7 km były dla mnie samotną walką – z podbiegami, błotem i nogami jak kłody. Powoli zaczynał się czas, kiedy myślałam już tylko o mijaniu kolejnych biegaczy. O obieraniu „ofiary” i zmuszaniu ciała, żeby dobiegło do niej i minęło ją. A potem następną i następną, aż do mety.

Na 19. km usłyszałam w słuchawkach od Endomondo słowa, które włączyły we mnie jakieś ukryte siły – minęły dopiero równo 2 godziny. Miałam całe 15 minut na wykonanie planu! Zaraz potem Endomondo padło. Dowiedziałam się tego dopiero po 20km, kiedy się nie odezwało – byłam zdana tylko na swoje wyczucie. A hej, minęły ponad dwie godziny morderczego wysiłku – średnio mogłam myśleć racjonalnie. Więc już nie myślałam, po prostu biegłam, starając się utrzymywać tempo.

Przed samą metą zauważyłam najwierniejszego kibica, mojego B., który – o czym jeszcze nie wiedziałam – godzinę wcześniej pobił o kilka minut swój rekord na dychę. Usłyszałam tuzin dobrych słów, kiedy złapał mnie za rękę i ciągnął do mety. I wpadłam na nią z impetem, trochę nie zdając sobie sprawy, co się właśnie stało i nie słysząc niczego wokół mnie.

Hey, I did it! 🏆🏆🏆 I broke 2:15 in my very first #halfmarathon!!! 🏃🏃🏃 Zrobiłam to! Złamałam 2:15 w moim pierwszym w życiu półmaratonie (oficjalny czas 02:13:09) I niech mi ktoś teraz powie, że w czymś nie dam rady! Dziękuję, moje nogi, że mnie tam doniosłyście. Dziękuję, moja głowo, że je prowadziłaś 😄😄 Dziękuję, Spartanom i panu żonglerowi bijącemu rekord za świetną atmosferę 🎉🎉🎉 Gratuluję każdemu, kto przebiegł! A najbardziej cieszę się z rekordu @blaise4pascal na dyszkę! Złamał 50 min miesiąc wcześniej niż planował 🏆🏆🏆🏆 #bieganie #polmaraton #półmaraton #półmaratongliwicki #running #medal #hm #halfmarathon #runninggirl #fit #gliwice #śląsk #śląskie

A post shared by Liza Wójtowicz (@jemibiegam) on

Trochę potrwało zanim dotarło do mnie – co najmniej jakieś 10 minut. Byłam wtedy okropnie zdenerwowana, bo… zabrakło wody. Na drżących nogach i prawie ze łzami w oczach dotarłam do samochodu, gdzie mieliśmy jeszcze butelkę z filtrem. I dopiero, kiedy ochłonęłam zrozumiałam, co właśnie zrobiłam i usłyszałam po raz kolejny powtarzany wynik mojego męża. Daliśmy radę!

Czego nauczył mnie start w półmaratonie?

  • nie poddawaj się – mogłam odpuścić, kiedy uszkodziłam sobie kolano, ale zagryzłam zęby i robiłam wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do treningów. Opłaciło się.
  • ciało potrafi więcej niż podpowiada głowa – wielu moich znajomych twierdzi, że dokonałam czegoś ponad ludzkie siły, że oni by tak nie potrafili, że to jakiś niesamowity dystans. Ale przecież ludzie biegają maratony, ultramaratony, biorą udział w triatlonie… Granice stoją tam, gdzie je sobie postawimy – a co najważniejsze, da się je przesuwać.
  • kolka nie łapie, kiedy wypiję tylko kilka łyków – do tej pory starałam się wypijać cały kubek wody na każdym punkcie odżywczym, co skutkowało bólem i koniecznością maszerowania przez kilka dobrych minut. Teraz piłam po łyku – dwóch, nic nie bolało, a ja nie czułam się w najmniejszym stopniu odwodniona.
  • mogę jeść musli przed długim biegiem – trochę się bałam, bo naczytałam się o biegunce maratończyka, a musli to było dotąd dla mnie najlepsze paliwo przed biegiem. Nie wiedziałam jak mój brzuch zachowa się przy tak długim dystansie. Był zupełnie spokojny, więc zostaję przy takim śniadaniu przed startem.
  • to, jakie buty założysz, nie ma wpływu na to, czy pobijesz rekord – B. zamiast swoich supernajek za pół najniższej krajowej zabrał przez przypadek tanie ekideny i złamał wymarzone 50 minut. Siła drzemie w wypracowanych mięśniach i zdrowo myślącej , zmotywowanej głowie.

Wiecie co? Jeszcze zdycham i mam nogi jak dwa pniaki. Ale skoro przebiegły półmaraton, to czemu nie miałyby przebiec maratonu?

Advertisements

One thought on “Czy warto było pobiec w półmaratonie? – III Półmaraton Gliwicki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s