sumator #2 październik

Sama nie wiem kiedy skończył się październik. Był bardzo intensywny, i pod względem treningowym i życiowym. Dużo wyjeżdżałam, przebiegłam półmaraton, wybiegałam pomoc dla Franka i Ani, chodziłam po szeleszczących liściach, wyleczyłam się nalewką z kasztanów… Mało? Zapraszam na sumator 🙂

sumator #1 wrzesień

Kiedy siedziałam w domu z chorą nogą, kiedy bolała przy każdym pokonanym schodku w drodze na uczelnię, nachodziły mnie myśli, że już nigdy nie pobiegam. Że nigdy już nie będę w stanie przebiec więcej niż do przystanku. Że nie dam rady nawet przejść tego cholernego półmaratonu za trzy tygodnie. Wrzesień upłynął mi pod znakiem kontuzji.… Czytaj dalej sumator #1 wrzesień